Waga słów.

W internetach słowa się zdewaluowały, za dużo ich, chodzą na tony, na pochylanie się nad nimi nie ma czasu, zastanawianie się na nimi nie ma sensu. Bralczyk pisze, że język ma gorączkę: to ludzie ją mają, tutaj bardziej niż gdziekolwiek indziej.

Czasem mnie to nie rusza. Jak widzę taki komentarz:

Położna miała rację – zgodziłas sie rodzic wyjace gowno to nie powinnas byc zdziwiona calym syfem. Bekart tylko to niesie ze soba – bol i cierpienie. Jak bardzo głupia trzeba byc, aby się na taki syf zgadzać? Zycie bez bekarta jest piękne.

to myślę sobie: Aha. Ok. Spoko. Nigdy nie odpowiadam na takie zaczepki, nie wnikam w rzeczywisty światopogląd autora, dziwi mnie, że ktokolwiek podejmuje dyskusję. „Dyskusję”.

Ale czasem czytam coś takiego:

Helena Rybarczyk
komentarz czytelniczki

Poseł Jaworski twierdzi, że cytuję: „matki kochają takie dzieci „. Zastanawia mnie dlaczego takich dzieci nie kochają ojcowie. Pan poseł nie ma nic przeciwko temu, że z kobiety zrobiono żywą trumnę. Fanatyzm niektórych jest porażający, a prawo jak zwykle mało precyzyjne.

i robi mi się autentycznie przykro. Bo pani Helena nie chciała źle, chciała dobitnie, ale na poziomie. Pani Helena miała coś do powiedzenia, niezależnie od tego, czy się z nią zgadzam, czy nie. Pani Helena komentowała sprawę kontrowersyjną, więc i metafory dobrała jak trzeba – nośne, poruszające wyobraźnię.

Tylko że przy okazji tej sprawy świat na chwilę spojrzy na kobiety, których normalnie nie widać – te, które zdecydowały się, świadomie, nie z musu, takie skazane na śmierć dzieci urodzić. Którym jakimś cudem to umożliwiono, z których niektóre boskim zrządzeniem losu trafiły na specjalne noworodkowe oddziały paliatywne (wiem, że przynajmniej jeden taki istnieje i walczy o każdy dzień, bo ekonomicznie jest kosmicznie bez sensu). Gdybym to ja zdecydowała się urodzić takie dziecko (a pewnie bym się nie zdecydowała), nie chciałabym, żeby patrzono na mnie jak na trumnę. Żeby się jak nad trumną litowano. Żeby w tym, co robię, nie widać było żadnej kompletnie iskry życia, życia właśnie.

Są tacy ludzie, którzy chcą wszystko po kolei. Począć się, urodzić, ochrzcić, wychować, ochajtać, urodzić dzieci, trzymać wnuka w ramionach, umrzeć. Niekoniecznie z wielką pompą, ale też nie całkiem boczkiem, trochę robiąc kłopot. Może to i drobnomieszczańskie, może nawet kołtuńskie – ale dlaczego w sumie lepiej żyć chyłkiem, umierać po cichu?

Dla takich ludzi dziecko nie rodzi się, żeby umrzeć. Dziecko rodzi się, ŻYJE, umiera. Po kolei. Jest ciąża, dotknięcie ręki, trumna. Radość, rozpacz, żałoba. Nie twierdzę, że to do końca rozumiem. Nie mówię, że to lepiej, że tak jest szlachetnie, że tylko takie to Matki.

Uważam tylko, pani Heleno, że nawet w internetach wciąż warto czasem długo ważyć słowa.

TSM

*zdjęcie: http://na-koncu-flesza.blogspot.com

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Waga słów.

  1. Myślę, że cała dyskusja jest po prostu zbędna bo to jedna z tych sytuacji kiedy po prostu nie ma dobrych rozwiązań – można tylko pochylić się nad tragedią dziecka i jego matki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s