Dziecko jest (trochę) jak Nowy Rok.

Nie robię postanowień noworocznych, wystarczająco frustrująco działa na mnie fakt, że działając w trybie „od poniedziałku” kończę zwykle na środzie. Tym mniej jest mi po drodze z postanowieniami „na życie”, ze zmianami od jutra na zawsze, z przebudowywaniem całkiem wygodnie, co nie znaczy najlepiej, urządzonego świata. Z drugiej strony dzieci mają w sobie coś takiego, że by się chciało poukładanym być bardziej, słownym, punktualniejszym, lepszym po prostu. Świecić przykładem – czasem tylko nie wiadomo do końca, w jakim areale konkretnie, czasem się człowiek poniewczasie orientuje.

Junior, jak każde dziecko, lubi cukierki. I czekoladki. I batoniki. Namierzywszy potencjalne źródło szczęścia, znajduje jednego z kasty Tych-Którzy-Mogą-Brać-Ze-Stołu i najprzymilniejszym tonem „poplosi cukierek”. Ja mu wtedy oznajmiam, że papierek jest pusty (mieszkamy w jednym z tych z domów, w których słodycze mają bardzo krótki okres półtrwania), pokazuję dowód rzeczowy i jest po sprawie.

Jakiś czas temu dostał bułkę słodką, zeżarł skwapliwie należące mu się prawnie pół, po czym wypatrzył torebkę z resztą. Poprosił. Niewiele myśląc, z lenistwa, odrzekłam jak zwykle, że już nie ma, że to tylko papierek, pusty. Spojrzał, pomyślał, uśmiechnął się. „Mama pokaże”.

Zdębiałam, Junior zasłużenie triumfował. Bułka zdobyta.

Zachwycona inteligencją, przenikliwością i sprawnością werbalną mojego wtedy niespełna dwulatka rozpromieniona opowiadam historię mężowi, ćwierkając jak idiotka. Mąż podnosi wzrok znad kawy i równie mało refleksyjnie stwierdza: „no i autorytet poszedł się czesać”. Siadłam w pół zdania.

No bo w sumie racja.

W głupiej historii z bułką nie wpadło mi w porę do głowy, że oto mam przed sobą istotę, która jako jedyna na świecie jest głęboko przekonana, że ja nie kłamię. Że to co powiem, jest święte nie dlatego, że jestem mądrzejsza, starsza, silniejsza, bardziej doświadczona – tylko dlatego, że ze swej natury jest prawdą. Jest tak, jak mówi mama. I już. A ta cholerna bułka była w torebce, choć przecież miało jej nie być.

Moje dzieci będą się musiały nauczyć kłamać, kręcić i klnąć. Takie życie. Ale może by tak nie ode mnie? Może nie w tak błahych sprawach? Może tam, gdzie można, jednak by im światłą ścieżkę najprostszej prawdy?

Eh eh.

Macie/miałyście postanowienia związane z narodzeniem dzieci? Chciałyście jakoś uczcić nowe życie, zmienić coś? Złotymi zgłoskami napocząć tabula rasa? Ciekawam.

TSM

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Dziecko jest (trochę) jak Nowy Rok.

  1. Trochę nie rozumiem – dlaczego to akurat musiało być kłamstwo, a nie pomyłka? Mama źle spojrzała i tylko wydawało jej się, że nic nie ma? Ja co chwilę widzę rzeczy tam, gdzie ich nie ma i nie widzę ich tam, gdzie powinnam 🙂

    • 😀 Tylko, że ja przecież wiedziałam, że pół zostało w torebce… Lenistwo polegało na tym, że nie chciało mi się powtarzać, że już nie jemy bułki, bo miał zjeść pół – on by to zrozumiał, zwykle tak robię, ale negocjacje wtedy trochę trwają;)

    • Obaczym – jestem patologicznym wymyślaczem niepotrzebnych alternatywnych scenariuszy dla codziennej rzeczywistości, a między kreatywnością a mitomanią granica jest cienka i zdradliwa;>

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s