1262 / 2014.

Leżę sobie na oddziale, nie mogę ruszyć ani rączką, ani nóżką, ani tym bardziej główką, coby mi nie pękła od zespołu popunkcyjnego potem, taka rozmemłana, goława zgoła, zdana na łaskę i niełaskę. Obok mnie leży Młoda, robak taki, też ani rączką, ani nóżką, w dodatku z mojej perspektywy dosyć żabio wypada, gimnastykuję się z wsiurskimi zdjęciami komórką, żeby zobaczyć jej twarz en face. Zdjęcia te potem pójdą w eter i będzie, że ona tłuściutka jak matka, że kluseczka, a nikt nie wpadnie, że trochę opuchnięta od wrażeń i od świata. Człowiek by chciał do domu, do łóżeczka z normalną pościelą, albo pod prysznic chociaż, ale jak pod prysznic, jak tu między mną a prysznicem dziura w brzuchu i wizja „uruchomienia” (sic!).

Ogólnie niewyjściowe jesteśmy jak rzadko.

Ale możemy być spokojne. Bośmy chronione. Obie. Jak nigdy. Nikt się niczego nie dowie. Po europejsku jest, po pańsku.

Jak rodziłam Juniora, nie było tak dobrze. W każdej rynience z dzieckiem było jak byk: Kowalska „C” Izabeli,  Baranek „S” Hermenegildy. I nie mogła się Izabela Kowalska schować, Hermenegilda Baranek zapaść pod ziemię, zaprzeć, rozpłakać. Włosy musiały umyć, ogarnąć się, bo i jak to. A teraz – luz. Ja dostałam na rękę numer, Młoda na rękę numer, i spokój. Ustawa o Ochronie Danych Osobowych czuwa. Anonimowo goła leżysz, anonimowo ci dziecko kąpią, po numerku oddają, jak płaszczyk w szatni.

No i dżenderowo poprawnie jest, aż strach. Bo już nawet tego „C” i „S” nie można pisać. W domu zajrzysz, zadecydujesz. A co do tego ludziom w szpitalu, czy twój robak ma siusiaka czy nie ma? Chronione dane to są. Bardzo. Nader.

Są jednak ludzie nieprawomyślni, położne buntownicze, po cichu nocą dopisujące te wszystkie stare Nowaki „C” Natalii na dole karteczki wkładanej do rynienki. Na dole, bo jak się włoży za materacyk, to nie widać, więc ochrona dalej jest. A że zajrzeć można, boczkiem człowieka sobie nazwać, jak numer za długi, to co to komu szkodzi? Albo ta trzecia opaska, z nazwiskiem, na nogę, obok dwóch ustawowych z numerami na rękach – przeszkadza? No przecież nie przeszkadza, w beciku schowana jest, a na pamiątkę i tak ją właśnie wszyscy będą chcieli.

I tak się, proszę Państwa, hamuje postęp, tak się objawia reakcja.

A to chociaż tyle, że cichaczem. Bo matki to już kompletnie nie znają umiaru. Tu Unia i Państwo chronić chcą, nie puszczać, usterylniać, a te jak głupie, od razu na leżąco zdjęcia na fejsa, mała ziewa, mała śpi, mała puściła smółkę. I od razu z imieniem, z nazwiskiem, Z DATĄ URODZENIA, bez żadnych środków ostrożności. Jak tak można?

Nauczą się. Musi trochę czasu minąć. Przywykną.

Pani nr 1262? Pani dziecko ma żółtaczkę, musicie zostać dobę dłużej.

Uff. A mógłby ktoś usłyszeć.

TSM

Reklamy

3 uwagi do wpisu “1262 / 2014.

    • No, mnie też. Albo kafkowsko. Zresztą wszystkim, położne miały niezły ubaw z kitraniem nazwisk pod materacykiem;>
      Na Śląsku, ale ponoć teraz wszędzie, nawet kolory, rozmiar i materiał tych bransoletek z numerkami i fakt, że muszą być koniecznie dwie na obu rękach, jest standaryzowany ustawą:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s