Telegram ze świata, którego nie ma.

Jestem wczoraj na dworcu, przyszłam po kawę. W moich chyżozłotych tenisówkach rozwiązała się sznurówka.

Oho! O nie, moja panno! – mówię sobie przerozsądnie – Masz parę dni do porodu, nie wywalisz się tu jak długa przez własną głupotę, za stareśmy na takie plewy!

Odstawiam kubek, stawiam nogę na stopniu. Pojawia się problem z gatunku logistycznych. Przestrzennych. Olbrzymiej wypukłości, którą aktualnie noszę z przodu, nie da się ani obejść, ani przeskoczyć, ani tym bardziej objąć. W domu siadam na ziemi, a tu kafelki brudne i jakoś tak głupio, bo wstaje mi się również dość niezgrabnie. Prostuję się ciężko. Strategizuję.

I wtedy, w pełnym pędzie, pojawia się On. Ma ze dwadzieścia lat może, w ciąży na oko nigdy nie był. Przyklęka. Zanim orientuję się, co się dzieje tam na dole, mój rycerz biegnie dalej, na swój peron.

Świat nawet na chwilę nie przystanął. Nie było fanfar, chórów i srebrnego konfetti. Ledwo ocaliłam moją kawę przed nieuwagą starszej kobiety.

A jednak. On mi serio wziął i zawiązał tego buta.

Czy Wam zdarzają się takie rzeczy? Czy takie rzeczy w ogóle się zdarzają?

TSM

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Telegram ze świata, którego nie ma.

  1. Ładna fikcja literacka, co te blogowiczki nie wymyślą 🙂 A tak serio, to długo zbierałaś tam szczękę na tym peronie? Jakby mnie takie coś spotkało to bym chyba ten kubek po kawie zjadła 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s