Naga prawda.

Zwykle wiem, kiedy moje poglądy na różne kwestie odstają od średniej. Jako że macierzyństwo to temat szczególnie śliski, przy kwestiach związanych z dzieciorami, z wychowywaniem, z jedzeniem lizaków, z podcieraniem tyłka, z leczeniem kolek jestem szczególnie ostrożna. Ogólnie przyjazna. Przeempatyczna. Zanim cokolwiek powiem, zastanawiam się piętnaście razy, czy nie lepiej o pogodzie jednak. Zanim się zastanowię, policzę wszystkie możliwe do wyobrażenia opcje, wszystkie otwarte drogi, przeliczę wszystkie półki, które mógłby chcieć odkurzyć mój rozmówca. Mogę się nie zgadzać, ale znam wachlarz ruchów. Jestem arcymistrzem w szachach współrodzicielstwa.

A mimo to czasem nie ogarniam.

Siedzimy sobie u rodziny. Upał jak jasna cholera, zaduch. Chłopcy, sztuk dwie, bawią się w najlepsze z dziadkami w kocykowe bazy w sypialni. Dziadkowie w pewnym momencie przerozsądnie ściągają im gacie, bo latają jak pomyleni i pot leje się strumieniami, poza tym wyjściowe dżinsy średnio się sprawdzają się przy zdobywaniu poduszkowych szczytów. Junior poza koszulką zostaje tym samym w pieluszce, starszy (lat 5) – w bokserkach. Ten ostatni przybiega po coś do picia do kuchni, gdzie plotkujemy z jego rodzicami. Zupełnie normalnymi rodzicami, po naszej linii i bazie, wydawałoby się. Którzy, widząc swojego potomka w takim potwornym dezabilu, jak na komendę sztywnieją. I tu właśnie przestaję czaić.

  • Gdzie masz spodnie?
  • Zdjęłam mu, bo gorąco! – dyszy z sypialni Babcia.
  • Świetnie. No cudowna zabawa po prostu.

Tego ostatniego zdania nie słyszy ani chłopiec, ani Babcia, zostaje bowiem dosłownie wysyczane pod nosem. Towarzyszą mu westchnienia, wywrócenie oczami, zmarszczenie czoła, cierpiętniczy łyk kawy, wszystko w zgodnym, podwójnym rytmie. A ja nie czaję jeszcze bardziej.

Żeby nie było. Nie chodzimy po domu nago. Sikamy przy zamkniętych drzwiach. Nie uprawiamy miłości francuskiej (ani żadnej innej; ech, gdzie te czasy?…;>) na blacie kuchennym w blasku słońca. Ale mój syn wie, jak wyglądamy pod ubraniem. Kiedy ostatnio zainteresował się włosami na sutkach ojca (tak samo, jak zdechłą muchą na balkonie czy kapslem po Tymbarku na spacerze), nie wzywaliśmy egzorcystów i nie dokonywaliśmy rytuału oczyszczenia. Jeśli będę karmić Młodą, nie mam zamiaru zamykać się w lodówce, żeby broń boże nie zobaczył mojej piersi. Nie kupię specjalnego minitipi, żeby podczas przewijania ukryć miejsce-gdzie-nie-ma-siusiaka.

Z okresu niewinności pamiętam jedną jedyną goliznę, a właściwie potencjalność tej golizny, jej dojmującą nie-obecność, bo w sumie w rzeczywistości zobaczyć nic nie zdążyłam. Obudziłam się w nocy, strasznie chciało mi się pić. Kiedy mama nalewała mi wodę w kuchni, spod prysznica wrócił tata – dosuszał ręcznikiem kąpielowym włosy i w pierwszej chwili mnie nie zauważył. W drugiej owinął się tak szczelnie, że ledwie mógł oddychać. Jego panika wybudziła mnie zupełnie, byłam zdezorientowana, kompletnie nie rozumiałam o co chodzi. Coś mi tam tłumaczyli, uspokajali (bardziej chyba siebie), dobrze chociaż, że nie zaczęli krzyczeć. Bez ich pomocy w życiu nie wpadłabym na to, że chodzi o (przepraszam tato;) siusiaka, bo przecież po pierwsze nieraz kąpałam się z młodszym bratem i wiedziałam, co mają chłopcy, a po drugie półprzytomna p r z y s z ł a m  p o  p i c i e, nic innego mnie nie interesowało. Gdyby tata po prostu się obwiązał, nie zauważyłabym pewnie w ogóle, że przechodził. A tak mam wspomnienie z dzieciństwa.

Tu przynajmniej był kawałek przysłowiowego gołego tyłka. Ojcowego. Przed córką. Niech tam. Na plaży bawią mnie półtoraroczne dziewczynki w staniczkach, ale nie wszystkich bawią, a ja się uczę z tym żyć. Internetsy huczą ostatnio o Sii i chociaż mnie osobiście ona ani ziębi, ani grzeje, to przynajmniej widzę, co może ziębić czy grzać. Ale kiedy mam przed sobą pięciolatka w bokserkach i koszulce latającego po domu wśród samych swoich, naprawdę nie widzę miejsca na dezaprobatę. Nie wymyśliłabym tej dezaprobaty. Szach mat.

Do zapamiętania. Posypać głowę popiołem w obliczu ludzkiej różnorodności. Trzymać się na wszelki wypadek pogody. Przestać żartować publicznie z dziurek w prześcieradle.

TSM

Reklamy

9 uwag do wpisu “Naga prawda.

  1. Trafiłam tu przez zBLOGowanych. Bardzo ciekawy post. U mnie by nawet nie pomyślano o skrzywieniu się na widok dzieciaka latającego w majtkach – to zupełnie normalne i naturalne, jesteśmy przecież w domu. Może takie podejście zawdzięczam pochodzeniu moich rodziców z małych miast i ze wsi. Ostatnio natknęłam się gdzieś na post, gdzie krytykowano rodziców za pozwalanie dzieciom bawić się na plaży bez majtek, bo kto wie, może tam być pedofil i podglądać malca. Co o tym sądzisz? Pozdrawiam
    http://etnopsyche.blogspot.com/

    • Ogólnie – jak prawie ze wszystkim u mnie: nic mi do niczyich majtek, więc nikomu nic do moich. Howgh.
      Dzieci na plażę bez gaci nie puszczę ze względów czysto higienicznych – trochę tego piasku, syfu i patyków się jednak na kąpielówkach zatrzymuje. A jeśli chodzi o pedofilię… Mam ambiwalentne odczucia wobec rodziców, którzy „na zapas” seksualizują swoje dzieci. Nie twierdzę, że pedofilów nie ma. Być może jakiś się napasie kiedyś widokiem gołej klaty mojego syna czy córki. Ale absolutnie nie daję sobie przyzwolenia na wychowywanie dzieci w (moim) strachu przed wszystkim i wszystkimi. Gdybym dwulatkę ubrała w staniczek, bo a nuż za wydmą czai się pedofil, to logicznym jest dla mnie, że potem musiałabym ją ubierać w dziurawe gacie i odbierać tuż po dzwonku spod drzwi klasy, bo a nuż ktoś będzie chciał ją okraść, a kiedy tylko wyskoczyłyby jej piersi, założyć jej golf i włosiennicę, bo a nuż ją ktoś zgwałci. To stwarzanie potencjalnej ofiary.

  2. Miśka ma opalacze ze stanikiem, bo były takie słodkie, ze nie mogłam się im oprzeć. Znaczy to taki stanik – topik, króciutka bluzeczka na ramiączkach.
    Co do nagości przy dzieciach, to jakoś tak naturalnie wyszło – nie biegamy po domu nago, ale w łazience przy okazji czynności higienicznych jakoś specjalnie się z nagością ani nie kryjemy, ani nie obnosimy. Wszyscy wszystkich nago widzieli w niewinnych i uzasadnionych okolicznościach. W ogóle model skandynawski (wszyscy nago w saunie) wydaje mi się zdrowszy niż amerykański (dzieci myjemy myjką, żeby broń Boże nie dotknąć).

    • A to inna sprawa, że producenci ubranek czyhają na nas na każdym rogu;> Ja pisałam o staniczkach w kontekście pedofilii właśnie, bo czytałam kilka wypowiedzi na różnych blogach/forach właśnie w tym tonie: jeśli dziewczynce zakładasz majtki (lub broń boże nic!) zamiast mikroskopijnego kostiumu kąpielowego, to jesteś wyrodna matka, która lubi, jak jej molestują dzieci…

  3. Dziwne podejscie tych rodzicow, ale tak jak piszesz, kazdy ma swoje zasady. Kazdy wychowuje po swojemu i na do tego prawo. U nas nagosc w domu to rzecz normalna. Aczkolwiek zmienia sie to wraz z wiekiem dziecka, nie pokaze sie nago mojemu synowi jak bedzie mial np 15 lat, teraz kiedy ma 2 sprawa wyglada inaczej…poki co na widok moich piersi skacze z radosci, bo nadal go karmie 😉

  4. Pingback: Reserved Kids, cóż, nie baudzo. | Taka Sobie Matka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s