Bajka o kawie i Ropuchach.

Mamy poszły na kawę. Boska poszła, i się nieco zmieszała uczuciowo, pani  z natemat poszła, ale najpierw upewniła się u Różnych Ważnych Osób, czy warto i czy wypada i czy nas, Polaków (Polaczki), właściwie na to stać. Ja też poszłam, a co, ale primo, z raz w tygodniu chodzę (choć mnie faktycznie nie stać), a secundo, u mnie obok żadna kawiarnia nie bierze udziału w akcji, więc się chyba nie liczy tak na serio.

To, że nie bierze, pozbawia mnie kawy za pół ceny, ale niczego ponadto, bo jako żywo do tej pory nikt na mnie nigdy w żadnej knajpie nie sarkał, nie prychał, nikt nie obrzucał wózka morderczym spojrzeniem, więc specjalnych zachęt nie potrzebuję. Mimo tego, złote czasy dla mojej dziecięcej kawy na mieście minęły bezpowrotnie z chwilą, w której Junior przestał zasypiać w wózku – bo choć nie należy do tych drących japę bez sensu i choć w domu tresujemy go kawowo równie zajadle, jak wcześniej edukowaliśmy w innych aspektach życia (Co robią mama i tata? -Piją kawę. A co dzieci robią, jak mama i tata piją kawę? -Bawią się. ;>), to na kawę miejską ja potrzebuję i wygodnego fotela, i gazety z obrazkami, i słońca, i z-godziny-przynajmniej. A moje dziecko po prostu jeszcze nie operuje w godzinach.

Została mi kawa z maka na wynos. Nic nie poradzę na to, że tak się światowo z nią czuję, tak stolicznie, prawie jak Jessika Mercedes ze starbaksem w Nowym Jorku albo inna Kejti Holms zapitalająca nonszalancko z najnowszym grinkoktailem. Lubię kawę z maka, lubię dreptać po nią z Juniorem parkami i innymi parkami z nią z Juniorem wracać.  Jest dla mnie synonimem wyjścia, dynamizmu przedpołudniowego, takiej dziewiczej przebojowości z lat dziewięćdziesiątych. Niech będzie, że lejm.

I oto ostatnio tak właśnie z rozmachem zaczynam – mam dużo Ważnych Spraw do Załatwienia, pół dnia wolnego przed sobą, żeby się nie zmachać je załatwiając, głupią gazetę na wszelką kolejkę w torbie ekologicznej (kolejny fetysz z cyklu „jestem dziś panem świata”), w jednej ręce dzierżę Najlepszą Drożdżówkę w Centrum, w drugiej – rzeczony atrybut dobrego poranka. Na przystanku słońce grzeje mi w plecy.

Upojona wizją własnego szczęścia, z początku nie zauważam rzegotania tuż obok. Chwilę później, mimo, że w rozbłożeniu nadal nie rozróżniam poszczególnych słów, wyłapuję oczekiwanie zawieszone na końcu nibytopełnych zdań. Szukam źródła. Dwie kobiety koło pięćdziesiątki wydają się być mocno poirytowane faktem, że musiały podnieść głos, żebym w końcu zwróciła uwagę na to, co z uporem maniaka powtarzają od pięciu minut – bo dotarło do mnie, że choć konfiguracja się zmienia, treści pozostają te same.

Widzisz, [Heniu? Zdzisiu? Edziu? Danusiu?] jak to teraz te młode… Kaaawę pije… Jeszcze z tego syfu… I bułkę zażera słodką… Potem dzieci z nadwagą rodzą, mutanty takie… Tak tak… Kawy… Takiemu dzieciątku niewinnemu… A zobacz jak się wypina, obcisła taka ta bluzka, a że ją przewieje, to nie myśli… Tak tak… I z tą kawą, no wiesz co…

Długą chwilę zajęło mi zrozumienie, że mówią o mnie. Do mnie w sensie. Obie. Do siebie o mnie, tak, żeby do mnie – stąd musiały głośniej, bo bez świadomej mnie ta konwersacja nie miałaby sensu.

A już najtrudniej było mi pojąć, że to „dzieciątko niewinne” to Młoda.

W pierwszym szoku odruchowo zatopiłam zęby w marmoladzie. Truskawkowe zadumanie rozproszyło stupor. Panie wydały mi się jakieś takie nagle bardziej przysadziste. Spod przymkniętych przy przełykaniu (kawy!) powiek wyraźnie dostrzegłam na ich obliczach brodawki. W tramwaju byłam już pewna, że rechoczą.

Drożdżówka, słońce, ciąża, kawa z maka. Ja jestem powierzchnią jeziora, po mnie żeglują nenufary, na nenufarach siedzą Ropuchy. Wszystko jest dobre, zaczyna się dzień.

Czy twoja używka to potrafi?

TSM

 

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Bajka o kawie i Ropuchach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s