Kolektywny Superbohater.

Jak co dzień rano bułkę maślaną zapijam kawa nad onetu plamą, myśli krążą mi leniwie jak ciężkie od wilgoci muchy, Junior posłusznie zajmuje się klockami, ale jakoś też bez przekonania. Szukam czegoś wyjątkowego, czegoś na tyle superexpresowego, żeby na chwilę chociaż wyrwało mnie z marazmu, podniosło ciśnienie i pozwoliło zacząć dzień, a tu jak nic putin i putin i wypadek i polska gwiazda holiłódzkie cycki, nuda. W końcu kątem oka widzę – „Gruby płacze cicho„. Bingo.

Sam artykuł spełnia pokładane w nim nadzieje, jest odpowiednio łzawy, banalny i jednostronny (choć nie jest takim problem, który opisuje). Sprawdzam w jakim kwartale kosmosu mogę się umieścić, odnajduję się na szybko na swoim miejscu w świecie, cały czas tym samym. Więc z jednej strony, jakby mi ginekolog odmówił cytologii, to bym go wyśmiała, a jakby dodał coś o losze, to bym go zaskarżyła, z drugiej, porównywanie grubego dziecka do dziecka na wózku jest przegięciem, na wózku się jest albo nie, a jak się waży 190 kilo, to się kiedyś ważyło 160, a wcześniej 130, 110 i 90, otyłość to nie choroba, to ewentualnie skutek lub objaw choroby, blablabla.

A tu taki kwiatek:

Gdyby Dominika przyszła jednak do klasy, w której dziecko otyłe ma na co dzień przechlapane, powiedziałaby prawdę. Że ciężko jest być grubym. Ubrałaby dzieci w kamizelki z obciążnikami, otuliła poduszkami, żeby miały ograniczone ruchy, i prosiłaby, by pobiegały. Może zrozumiałyby, że na lekcjach WF Tomek biega tak wolno nie dlatego, że chce zrobić na złość drużynie? Tomek bardzo się stara, ale nie może biec szybciej. A jeśli Tomek jest na diecie i rodzice nie dają mu słodyczy do szkoły, to może klasa będzie grupą superbohaterów i też nie będzie w szkole jeść słodyczy?

Zaraz staje mi przed oczami Taka Jedna i jej mąż. Ona w ciąży. Bohatersko nie pali, choć paliła jak smok. On też już nie pali. To zrozumiałe – nawet jak z daleka, to śmierdzi i w ogóle się wciąga za sobą z balkonu i niech się przyzwyczaja. Ona nie pije, nawet łyczka, choć browarem nigdy nie gardziła. On też nie pije. Nawet łyczka. No bo jak to? Co ona sobie sama to dziecko zrobiła, sama sobie z nim w ciąży chodzi? I co, ona tu o soczku, a on miałby to Tyskie bezkarnie sączyć?

On zgodnie kiwa głową, z każdym kiwnięciem niżej nad stołem. To przecież oczywiste. Jasne. To, że jego krwioobieg nie jest połączony z łożyskiem, to detal. On będzie prawdziwym ojcem, od początku. Solidarnym. Na sto dwa. Że to śmieszne, że ma iść z nią spać o 21:00, chociaż ochotę na to ma jak na wizytę u dentysty? Że właściwie mogłaby sama, bo mieszka obok i to dopiero 13. tydzień? Jak ja to sobie wyobrażam??

Inna sytuacja. Jesteśmy na dużej imprezie. Ja padam. Mąż odprowadza mnie do taksówki. Wszyscy żegnają się Z NAMI wylewnie. Po siedemnastym z kolei tłumaczeniu, że mąż na imprezę wraca, że tylko ja jestem senna i wbrew pozorom tylko ja jestem w ciąży, na które siedemnasty raz z rzędu ktoś potakuje z miną mocno zaskoczono-powątpiewająco-niepewną, zaczynam się poważnie zastanawiać, czy nie jestem wielbłądem. Mąż pyta szeptem, czy on jakoś jednak nie jest z Młodą zrośnięty, bo czegoś chyba nie rozumie.

Dżiz.

Pytanie oczywiście, czy ja nie wolę takiego chłopa, który pozwala sobie dorobić macicę wbrew sobie, od prototypowego ochleja, co to tylko meczyk i czipsy na kanapie? Czy nie lepiej, że poprawne politycznie media, zamiast promować poglądy Korwina, wymagają dziś od tatusiów zmamusienia do granicy laktacji?

A czy ja naprawdę muszę wybierać między deszczem a rynną?

Szanuję porywy serca, szanuję wykraczanie poza siebie, szanuję potrzebę współuczestnictwa, nawet jeśli wykracza poza granicę absurdu. Ale tylko jeśli to prawdziwy poryw, o ile to autentyczna potrzeba. Ciche męczeństwo dla świętego spokoju, nawet w słusznej sprawie, mnie nie przekonuje.

Wracając do artykułu. Droga Pani Psycholog Dominiko. Ja Pani może coś wyjaśnię. Superbohaterowie nie chodzą w stadach. Była jakaś tam Fantastyczna Czwórka, ale raz, że cztery to średnia klasa, a dwa, że tam też raczej każdy sobie. Ludzie nie stają się bohaterami, bo ktoś im mówi, co jest super, i oni to potem robią, czy chcą, czy nie chcą.

Albo może dosadniej: jeśli Junior nie nabija się z grubego Tomka, nie wytyka go palcami i nie drażni, to wara od jego batoników i sumienia.  Nie nakażę mu bronić Tomka na każdej przerwie przed zakusami panoszących się wszędzie Snikersów. Nie będę go uczyć na pamięć płomiennych przemów, którymi mógłby gromić kolegów. Jeśli sam je stworzy, z własnej woli, proszę bardzo. Będę dumna jak paw i będę aż do później starości ze szczegółami opowiadać historię tych małych bitew ze złem tego świata.

Dzieci mają w sobie jednocześnie coś z Kaliguli i coś z Don Kichota. Dorośli się tego obawiają, ale w gruncie rzeczy od początku wiadomo, jaki jest słuszny kierunek – jednego trzeba umiejętnie kiełznać, drugiego podsycać. Dużo trudniejsze jest co innego: jak nauczyć Juniora brania odpowiedzialności za siebie samego. Wymuszone, kolektywne bohaterstwo na „hurrrra!” mi w tym nie pomoże.

TSM

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Kolektywny Superbohater.

  1. Jako że nie mamy kontaktu mailowego, informujemy tą drogą.
    W tym tygodniu wystartował nowy agregat zBLOGowani, umożliwiający: generowanie ruchu na blogi które dołączyły, dający możliwość obserwowania blogów i ulubionych wpisów. zapraszamy do rejestracji na http://www.zblogowani.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s