Baby, ach te baby…

Sprzątać nie znoszę i nie umiem; moje „na błysk” jest w oczach większości ludzi, nawet tych mi życzliwych, ledwie napoczęciem problemu. Część moich bliskich i potencjalnie bliskich się po prostu przyzwyczaja, część jest na tyle taktowna, że patrzy ponad kurzem, część woli spotykać się z moimi rozmaitymi urokami na mieście.

Gotować lubię. W moich obiadach jest coś z mojego domu rodzinnego – są solidne, przewidywalne i pożywne. Stanowczo bardziej z krainy piwa, zimy i smalcu niż wina, lata i oliwy, choć czasami miewam i takie przebłyski. Chłopcy się nie skarżą.

To, w czym jestem naprawdę dobra, to słodkości. Z okazji świąt wszelkiego rodzaju od dawien dawna nikt nie wymaga ode mnie latania ze ścierą, nikt nie podsuwa drabinki do mycia okien, za to piekę zawsze na trzy domy, 10, 12, czasem 14 blach ciasta.

Wszystko odbywa się rytualnie. Zawsze jest więc „a kto to wszystko zje”  (nie zdarzyło się, żeby zostało), „ale paprzesz” (ja sprzątam po wszystkim, ale ‚po wszystkim’ oznacza średnio po 12 godzinach, a Wielka Matka MUSI zmywać co 5 minut), „tak, mam wszystko” (oprócz budyniu/mąki ziemniaczanej/cytryny/niepotrzebne skreślić), i w końcu „naprawdę nie ma tam cukru pudru w tym przepisie??” (w razie wojny cukrem pudrem możemy handlować).

Nie jestem pewna, czy te małe dziwactwa nie doprawiają drożdżowego lepiej niż obowiązkowa szczypta soli, jednakże jeden ze stałych fragmentów gry jest szczególnie uciążliwy i kiedyś doprowadzi do tragedii – dwie rzeczy NIGDY nie są po prostu na swoim miejscu: bombki choinkowe i zeszyty z TYMI przepisami. Bombki można kupić do wieczora w Wigilię, ale jak kiedyś faktycznie zginą żelazne w repertuarze miodowniki, serniki i makowce, będzie można odwołać święta. Bo wszystkie są przepisy podobne, ale TA babka jest tylko jedna…

Koszmarowi temu postanowiłam zapobiec, pomna, że Internet nie zapomina. Stąd poniżej moja święta trójca wielkanocna:

BABKA PARZONA z Kuchni Polskiej

baba

pół kilo mąki, ok. pół litra mleka, 6 dkg drożdży, 15 dkg cukru, 5 żółtek, sól, 10 dkg masła, bakalie (ja daję skórkę pomarańczową i rodzynki), skórka otarta z jednej cytryny

Drożdże rozetrzeć z łyżką cukru, odstawić. 1/4 l mleka zagotować, 12-15 dkg mąki zalać wrzącym mlekiem, natychmiast mieszając i ucierając, żeby nie powstały grudki (mąka bardzo puchnie, trzeba to zrobić szybko). Obejrzeć pół odcinka głupiego serialu, po czym do przestudzonej mąki wlać „ruszone” drożdże i dobrze wymieszać (nie można od razu, bo temperatura mąki zabije drożdże), odstawić do wyrośnięcia na drugie pół odcinka. Wstać z kanapy, utrzeć żółtka z cukrem i razem z resztą mąki i dużą szczyptą soli dodać do rozczynu. Starannie wyrabiać ciasto, wtłaczając jak najwięcej powietrza. Jeśli jest za tęgie (a będzie;), dodawać po trochu mleka. Ma się zrobić w miarę gładkie, pulchniutkie, dość luźne i odchodzić od ręki. Wtedy dodajemy stopione i przestudzone masło i znów wyrabiamy. Na końcu bakalie, skórkę cytrynową i do natłuszczonej formy – voila! Ciasto to rośnie wolno, ale baaardzo skutecznie, forma powinna być dość duża. Gdy podwoi/potroi swoją objętość, wstawiamy do nagrzanego na 100 stopni piekarnika, przekręcamy na 150-160 stopni i pieczemy około 50 minut. Dobre zawsze, nie tylko na Wielkanoc:)

SERNIK WIEDEŃSKI

kilo sera, 6 jaj, pół paczki masła, szklanka cukru, cukier waniliowy, budyń waniliowy, 2 łyżeczki proszku do pieczenia, bakalie

Ser rozetrzeć z masłem na pulchną masę. Dodać kogel-mogel z żółtek i cukrów, bakalie, dwie łyżki stołowe proszku budyniowego i proszek do pieczenia. Białka ubić na sztywno i delikatnie dodawać pianę do masy. Włożyć do nagrzanego do 100 stopni piekarnika, przełączyć na 160 stopni i piec godzinę.

MAZUREK OD ZENI (czy muszę dodawać, że nikt już nie pamięta, kim była Zenia?)

IMG_7130

Ciasto:

4 jajka, pół paczki margaryny, 1,5 szklanki mąki, pół paczki proszku do pieczenia, cukier waniliowy duży

Masa:

3 łyżki stołowe wody, szklanka pełnego mleka w proszku, paczka masła, niepełna szklanka cukru, MNÓSTWO bakalii (obowiązkowe wiśnie, inaczej nie będzie różowy:)

Margarynę rozetrzeć z cukrem, dodać jajka, mąkę i proszek do pieczenia, ucierać do uzyskania pulchnej, jednorodnej masy, którą należy równomiernie i CIENKO rozsmarować na natłuszczonej blaszce – BARDZO rośnie, wystarcza na naprawdę dużą blachę. Wstawić do nagrzanego do 100 stopni piekarnika, piec około 10 minut w 160 stopniach (trzeba sprawdzić zapałką, czy jest gotowe).

Gdy się piecze, przygotowujemy masę: bakalie mieszamy w dużej misce z proszkiem mlekowym, z wody i cukru gotujemy syrop, dodajemy masło, ponownie doprowadzamy do wrzenia, po czym gorącym słodkim masłem zalewamy bakalie i dokładnie i szybko mieszamy.

Na gorącym cieście rozsmarowujemy masę, czekamy aż całość wystygnie i stężeje i rzucamy się na ciasto, póki jest. A mimo, że jest bardzo słodkie i je się go małymi kawałeczkami, nie wystarcza na długo…

TSM

P.S.: Też ku pamięci – Junior wymówił dzisiaj najdłuższe w swojej karierze całkowicie poprawne gramatycznie zdanie (fonetycznie oczywiście jeszcze nie bardzo, ale nie umiem uroczo seplenić na klawiaturze). Wrzucił kamień za ogrodzenie, mówiłam wcześniej, że nie będę go mogła wyciągnąć, pomarudził chwilę, poszliśmy. Widzę, że trybi. Zatrybiwszy, rozpromienił się i oznajmia:

Tata zawoła specjalnego pana, żeby wyciągnął duży kamień„.

Jak na niespełna dwulatka, to całkiem nieźle, nie?;>

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s