No to zaczynamy. Od szlagu.

Oto co napisałam dziś ja, matka in spe dwojga, póki co jednego, Matka Taka Sobie – choć zwykle łykanych w przelocie do kawy blogów na onecie nie komentuję:

A mnie da odmiany szlag trafia, że się rozsądnym ludziom odmawia prawa głosu, tylko dlatego, że „nie wiedzą, jak to jest”. Pewne rzeczy się wie po prostu, to jest dobre, to złe i KONIEC. Póki nie miałam dziecka, nie mogłam się odzywać (a zaznaczam, że odzywałam się w tylko ZAPYTANA o opinię – po co w ogóle pytać, skoro czeka się wyłącznie na potwierdzenie własnej tezy?), bo „nie wiem, jak to jest”. Jak już miałam dziecko, to też nie mogłam, bo „poczekaj na bunt dwulatka”, ewentualnie, bo „nie wiesz, jak to jest, bo ty masz takie spokojne i posłuchane dziecko”. Może i mam. A może mam, bo robię to, co wydawało mi się logiczne, jeszcze kiedy nie miałam? Teraz mam dwulatka, jestem w ciąży z drugim i wciąż czekam, kiedy wolno mi się będzie wypowiedzieć…

A może i dobrze się stało, że mnie tym razem jakoś ten szlag trafił, teraz tak myślę, uspokojona (bezalkoholowym) Lechem. Bo zawsze łatwiej powiedzieć czym się nie jest, niż czym się jest, a to post zapoznawczy w końcu. Więc może ja na kanwie apelu parę słów o sobie:

Jak ktoś, kto ma życiową wolność i nie zna uczucia poświęcenia swojemu dziecku – nie wiem, co to życiowa wolność w ogóle, więc nie wiem, czy ją mam. Dziecku ani psu się nie poświęcam. Bazylii też nie. Mężowi najmniej. Wszyscy żyją, rosną i mają się nieźle.

Ktoś, kto ani razu nie wstał w nocy do swojego płaczącego dziecka – się wyspał. Tak jak ktoś, kto ani razu nie wył w nocy z powodu bolącego zęba. Albo ktoś, kto nigdy nie czekał na dworcu na przesiadkę. Snem sprawiedliwego się wyspał do rana. Tyle.

Ktoś, kto nigdy nie czuł bólu i bezradności w obliczu jego choroby – miał szczęście. Nie trzeba przechodzić przez niczyje cierpienie, żeby stać się lepszym człowiekiem. Serio.

I tak dalej, i temu podobne… Dzieci są fajne. Rodzice są fajni. Dużo jest fajnych rzeczy. O nich będę tu pisać, jak i kiedy mi się spodoba. Nie będę nikogo na siłę próbować rozumieć, skoro nie mogę. Nie będę się porównywać. A już na pewno nie będę swoich myśli zachowywać przy sobie.

Howgh.

TSM

Ps.: Żeby nie było – nic nie mam do Matki Bliźniaczek, nie czytam jej bloga pasjami (ani hejterskimi, ani zachwyconymi). Pretekstem się stała, pre-tekstem właściwie, przez przypadek.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “No to zaczynamy. Od szlagu.

  1. Pingback: Tak, chcę, żeby moim dzieciom żyło się łatwo. | Taka Sobie Matka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s