Pierwszy: jasność.

Plan teoretycznie jest prosty i klarowny: zbieramy dzieciaki z przedszkola, ja z Drugą udaję się na kawkę i ploteczki do koleżanki, TST z Pierwszym próbują szturmem zdobyć fryzjera, po czym mały zostaje odwieziony do Wielkiej Matki na noc, ja do kina, a Druga w ciepłych ramionach ojca do własnego łóżka. Przepiękny początek przecudnego łikendu. Gorąca…

Dwanaście minut.

Późne popołudnie, stoję na przystanku. Jest absolutnie pięknie i absolutnie zimno. Ślizgam się wzrokiem po ludziach. Pod górkę sunie ku mnie bielutka jak gołąbek kobieta. Rękę z małą reklamóweczką opiera na kuli, w drugiej trzyma sporą siatę z Mili, choć w sumie wygląda, jakby to siata trzymała ją. Porusza się z trudem, straszliwie wolno, krok za kroczkiem, często…

Szczeniaki.

Jakiś czas temu przeczytałam wywiad w Tygodniku Powszechnym (zalogujcie się, będzie za friko, warto). Zalągł się we mnie znacznie bardziej, niż wcześniejszy artykuł, od którego wszystko się zaczęło, ten, że idą po nas. Oni, nacjonaliści. Przeczytałam i uwiera mnie, gniecie. Zrobiłam sobie rachunek sumienia. TSM ma ze dwa i pół roku. Napisałam w tym czasie, wordpress…

Dzieci są głupie.

Były, są i najwyraźniej będą. Kiedyś było łatwiej, mniej refleksyjnie. Dzieci się po prostu miało. Niespecjalnie się człowiek zastanawiał. Jak się tak trzylatkowi drogę ręką zagradzało, a on wpadał w panikę, w stupor, jak uciekał z wrzaskiem, to to hiperzabawne było, wszyscy się śmiali przecież. Kij z tym, że się właśnie wyprowadził z pijąco-bijącego domu.…

TST + TSM = krzesło

Jest sezon weselny. W moich ukochanych chłodnych porankach sierpnia czuć już nadejście jesieni, ale przecież nic a nic nie ujmuje im to z letniości. Grzesiakowa pisze ładnie, płynnie i bez zwachy, tak jak się pisać powinno o rzeczach ważnych i prostych. Niemal dokładnie w naszą rocznicę nasi najbliżsi idą za rękę bardzo zielonym kobiercem z nomen omen Przyjaciółmi w tle;…

Pozdrowienia z dobrej planety.

Czasem zapamiętuję smaki. Jest wieczór, leżę na kanapie oparta o TST, żrę czipsy, piję piwo i oglądam Bonda. Wcześniej tamtego dnia telefon budzi mnie o 3:15, po trzech godzinach snu-studni. Mam około 800 sekund do wyjścia z domu, pierwsze autobusy niezwykłe są czekać. Na dworze dwadzieścia dwa stopnie na minusie. Wieje. Jeszcze pod kołdrą nawiedza mnie chłód nieszczelnych…

O kolażach.

No więc jadę tym autobusem. Jest dziewiąta rano może, może jeszcze nie ma. Wchodzą. Idą w moją stronę. Nie wierzę; mimowolnie drugim spojrzeniem upewniam się, że NAPRAWDĘ łączy ich coś więcej niż czasoprzestrzeń siemianowickiego przystanku. Zbliżają się spokojnie, w zwolnionym tempie, rozbujanym krokiem doświadczonych bosmanów komunikacji miejskiej. Siedzę na końcu, pośrodku na samej górze – na…

Filmy nieme.

Restauracja, przypadkowy plac zabaw, przypadkowa koleżanka z przypadkowego placu zabaw, przypadkowa przypadkowej koleżanki z przypadkowego placu zabaw matka. Stoję jak kołek, najchętniej weszłabym do środka, przez okno widzę, jak podają ciasto. Na pizgawicy i z daleka od kawy trzymają mnie konwenanse – ja wiem, że Pierwszy sobie poradzi, przypadkowa matka przypadkowej koleżanki tego nie wie.…

Share Week 2016.

Kiedyś, tuż po założeniu TSM, czytałam regularnie wiele blogów. Ba, czytałam! Zapalałam się, polemizowałam na łamach, wchodziłam w dyskusję. Po pewnym czasie zmęczyłam się, jazgot mnie zmęczył. Ktoś mnie zablokował raz, drugi, ktoś usunął komentarz, ktoś w zabawny, dziecięco nieporadny sposób próbował mnie opluć, choć nie było za co (wiem, kiedy jest za co; wiem, kiedy chcę, żeby było…